Drogie siostry i drodzy bracia w Jezusie Chrystusie!
Gdy 509 lat temu Marcin Luter przybijał swoich 95 tez do drzwi kościoła w Wittenberdze, nie chciał burzyć Kościoła. Chciał zburzyć kłamstwo, które w tym Kościele narosło. Ówczesny świat był pogrążony w ciemności. Ludziom wmawiano, że Bóg to okrutny sędzia, a zbawienie trzeba sobie kupić – za dobre uczynki, za pieniądze, za odpusty. Ludzki lęk przed piekłem i czyśćcem stał się najlepszym biznesem tamtych czasów.
W ten mrok uderzyło proste i twarde Słowo Boga, które dzisiaj słyszymy: „Nie ma nic ukrytego, co by nie miało być ujawnione, ani nic tajnego, o czym by się dowiedzieć nie miano” (Mt 10,26b). Reformacja była właśnie takim wielkim wietrzeniem Kościoła. Otworzyła zatrzaśnięte okna i wpuściła, w zaduch poczucia władzy nad ludzkimi duszami papiestwa, czyste powietrze Ewangelii. Przez wieki Słowo Boże było szeptane pod nosem, w obcym dla ludzi języku łacińskim. Reformacja wzięła Biblię i zaczęła mówić głosem, który rozumiał każdy: od wielkiego księcia po parobka w stajni. Spełnił się nakaz Chrystusa: „Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia; a co słyszycie na ucho, głoście na dachach” (Mt 10,27). Na tych „dachach” Reformacja ogłosiła cztery proste prawdy, które do dziś są fundamentem naszego kościoła: Sola Scriptura – Tylko Pismo Święte jest normą wiary, a nie ludzkie tradycje. Solus Christus – Tylko Chrystus jest pośrednikiem między Bogiem a człowiekiem. Sola Gratia i Sola Fide – Tylko z łaski przez wiarę jesteśmy zbawieni. Za darmo. Bez naszych zasług.
Kiedy człowiek odkrywa tę prawdę, przestaje się bać. Jezus mówi wprost: „I nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, ale duszy zabić nie mogą” (Mt 10,28). Luter, stojąc przed cesarzem i potęgami tego świata, ryzykował życie. Mógł skończyć na stosie jak Jan Hus. Ale on nie bał się ludzi, bo jego sumienie było więźniem jedynie Słowa Bożego. Ta odwaga nie brała się z ludzkiej pychy. Brała się z głębokiego zaufania, że nasze życie jest w ręku Boga.
Posłuchajcie, jak bliski i czuły jest nasz Zbawiciel: „Czyż nie sprzedają za grosz dwu wróbli? A jednak ani jeden z nich nie spadnie na ziemię bez woli Ojca waszego. Nawet wasze włosy na głowie wszystkie są policzone. Nie bójcie się; jesteście więcej warci niż wiele wróbli” (Mt 10,29-31). Wyobraźcie sobie ojca, który zna na pamięć liczbę włosów na głowie swojego dziecka. To jest obraz Boga, który ma nad nami absolutną suwerenność i miłość. Skoro On troszczy się o małego, szarego wróbla, to o ile bardziej troszczy się o ciebie i o twoje wieczne zbawienie?
Ta prawda o całkowitym bezpieczeństwie w Bogu prowadzi nas do trudnego, ale ważnego tematu. Świętujemy Reformację, a za chwilę staniemy nad grobami naszych bliskich podczas Pamiątki Umarłych- jak to określamy w naszej ewangelickiej tradycji, choć tu na Mazurach częściej stajemy przy grobach naszch bliskich w Niedzielę Wieczności. W tradycji rzymskokatolickiej ten czas to Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny – czas modlitw za dusze w czyśćcu, kupowania odpustów, próby ratowania zmarłych z mąk. Jako ewangelicy odrzucamy naukę o czyśćcu. Biblia nic o nim nie mówi. Różnica między nami a katolikami w rozumieniu tego dnia jest fundamentalna. Wierzymy, że krew Jezusa przelana na krzyżu oczyściła nas z każdego grzechu. Raz na zawsze. Twierdzenie, że człowiek po śmierci musi jeszcze coś odpokutować w czyśćcu, a żyjący muszą mu w tym pomagać modlitwami czy zasługami, to policzek wymierzony Chrystusowi. To tak, jakby powiedzieć: „Panie Jezu, Twój krzyż to za mało, my musimy coś dorzucić”.
Dlatego my nie modlimy się za zmarłych. Oni nie potrzebują naszej pomocy ani naszych zabiegów. Ich los jest już rozstrzygnięty. Jeśli odeszli w wierze w Jezusa Chrystusa, są bezpieczni u Pana. My w Pamiątkę Umarłych modlimy się z podziękowaniem za nich i prosimy o pociechę dla nas, którzy tęsknimy. To dlatego na naszych cmentarzach nie znajdziecie morza płonących zniczy. Luteranie nie praktykują zapalania świec na grobach w intencji zbawienia dusz. W naszej teologii pamięć ma zupełnie inny, głębszy wymiar. Pamięć to nie zewnętrzny gest, to nie rytuał, który ma coś u Boga „wychodzić” czy „wykupić”. Pamięć to wewnętrzna wdzięczność za życie tych, którzy byli przed nami. Światłem dla nas nie jest knot woskowego znicza, ale sam Jezus Chrystus, który zwyciężył śmierć.
Spójrzmy na prosty przykład. Wyobraźcie sobie starego rzemieślnika, stolarza, który przez całe życie uczył swojego syna fachu. Kiedy ojciec umiera, syn nie spędza dni na paleniu świeczek wokół jego pustego warsztatu. Najlepszym sposobem, w jaki syn może uczcić pamięć ojca, jest wzięcie do rąk jego narzędzi i rzetelna, codzienna praca, dokładnie tak, jak nauczył go ojciec. To jest luterańska pamięć! Najlepszym zniczem, jaki możemy zapalić naszym zmarłym, jest przejęcie od nich sztafety wiary. Jeśli twój ojciec, twoja matka, twoi dziadkowie trwali przy Chrystusie, to ty uczcisz ich pamięć najlepiej wtedy, gdy sam będziesz żył według Ewangelii. Pamięć to naśladowanie ich wierności, a nie kupowanie plastikowych lampionów na cmentarnym straganie.
Chrystus wzywa nas na koniec do jasnej deklaracji: „Każdego więc, który mię wyzna przed ludźmi, i Ja wyznam przed Ojcem moim, który jest w niebie; ale tego, kto by się mnie zaparł przed ludźmi, i Ja się zaprę przed Ojcem moim, który jest w niebie” (Mt 10,32-33). Nie ma wiary prywatnej, schowanej w czterech ścianach. Wiara, która nie jest wyznawana przed ludźmi, umiera. Luter i reformatorzy wyznali Chrystusa na dachach Europy. Nasi przodkowie wyznawali Go na Mazurach, na Śląsku Cieszyńskim, w całej Polsce – często wbrew prześladowaniom, wbrew opinii większości. Oni nie budowali swojego życia na ruchomych piaskach ludzkich opinii, ale na skale. Tę prawdę doskonale wyraża pieśń, która jest hymnem naszego Kościoła, napisana przez samego Marcina Lutra: „Warownym grodem jest nasz Bóg, orężem nam i zbroją, wybawia On ze wszelkich trwóg co nas tu niepokoją…”. Gdy śpiewamy te słowa, przypominamy sobie, że żadne ludzkie potęgi, żadne lęki przed śmiercią, ani nawet sam diabeł nie mogą nas odłączyć od miłości Boga. Nasz Bóg jest warownym grodem. W Nim jesteśmy bezpieczni. Nasi bliscy zmarli, którzy zasnęli w Panu, już w tej twierdzy odpoczywają.
Bracia i Siostry! Nie bójcie się świata. Nie bójcie się ludzi, którzy mogą skrzywdzić wasze ciało lub waszą reputację. Bóg, który liczy włosy na waszych głowach, trzyma was mocno. Wyznawajcie Chrystusa odważnie w swoich domach, w swoich miejscach pracy, w swoich słowach i czynach. Bądźcie żywym pomnikiem dla tych, którzy odeszli. Żyjcie z łaski, żyjcie wiarą, stójcie twardo na gruncie Bożego Słowa. Amen.
ks. Marcin Pysz